Mój znajomy zwykle chodził nad wodę z kolegami, wtedy nawet długi czas czekania płynął szybciej. Już mu nie żal tych rybek, które zniknęły razem z ukradzionym wiaderkiem. Ale te kołowrotki, które były prezentem… Co powie rodzinie? Nie bardzo chce się przyznać, bo mu zwyczajnie wstyd, a kupić nie ma za co, nawet nie wie, czy są w sklepie, który zresztą jest chyba teraz zamknięty.
Nie mogłem mu pomóc, bo sam nie jestem wędkarzem, więc nie mam żadnych kołowrotków, nic nie wymyśliliśmy, chociaż naprawdę chciałem mu pomóc. Z wielu rozmów z nim wiem, że takie kołowrotki to naprawdę spory wydatek. Widziałem też, że bardzo się cieszył z prezentu. Mam nadzieję, że jednak zdobędzie się na odwagę, żeby się przyznać. Myślę, że w tej sytuacji to naprawdę najlepsze rozwiązanie.