Kołowrotki

Wybraliśmy się na targi sprzętu do łowienia ryb – z ciekawości. Bo cóż można tam demonstrować? Wędki, haczyki, wygodne stołki dla wędkarzy, wiadra na złowione ryby… Ale może warto nauczyć się, jak demonstrować i zachęcać do kupowania codziennych zwykłych narzędzi i urządzeń ułatwiających życie. Może znajdą się tam kołowrotki i obieraki do ryb albo przyprawy do ich smażenia? Obiecują ponoć degustację potraw z ryb.

Zobaczyliśmy trzy stanowiska. Przy każdym z nich siedział jeden wędkarz i wymachiwał wędką. Każda wędka miała inne zakończenie. Jedna – tylko haczyk, druga – kołowrotek ze starą szpulą, trzecia – kołowrotek ze szpulą ruchomą a ostatnia – multiplikator. To nam objaśnił główny „mistrz ceremonii pokazu”, chodząc od jednego do drugiego wędkarza. Wszystko to odbywało się nad niewielkim jeziorem, w którym na co dzień pełno kaczek i żab. Nie wiem, co im obiecano, żeby się na to jedno popołudnie wyniosły gdzieś dalej (jeśli nie chcą być „złowione”).

Kołowrotki obejrzeliśmy z bliska, skuteczności nie udało nam się stwierdzić, bo po prostu nie było ryb. Albo je skutecznie uprzątnęły kaczki, albo same popłynęły wąskim przesmykiem do mniejszego jeziorka nieopodal. Czekaliśmy jeszcze jakiś czas na finał pokazu, tzn. na degustację ryb. Bardziej z ciekawości niż z głodu. Niestety – organizatorzy (z dużym poczuciem humoru) uprzejmie przeprosili w imieniu „niegościnnych ryb” i zaprosili do pobliskiej restauracji na zakąski z ryb, jednak już na własny koszt.

Nie skorzystaliśmy z tej oferty. Nie wiemy też, na czym polega praktyczna różnica między różnymi rodzajami kołowrotków, ale wiemy, jak każdy z nich wygląda. Spędziliśmy całe popołudnie nad wodą, trochę nas komary pogryzły i minęła sobota.