Nowe kołowrotki na dobry połów

Kupiliśmy nowe kołowrotki, które podobno przyciągają ryby w stawie samym wyglądem. Ciekawe, ile ich przyciągnie nasz sprzęt – w tłoku trudno wybrać, która rybka jest już dojrzała do patelni. A skoro wydatek był spory, chciałoby się mieć dobre łowy. Te nasze nowe nabytki o nazwie Multiplikator to już prawie automaty, nie męczą ręki, nie robią hałasu, są lekkie, więc tylko brać. Nie wiem tylko, czy ryby będą tak chętne do brania.

W sklepach wędkarskich kołowrotki pojawiają się coraz częściej, każdy ciekawszy z wyglądu, każdy ma podobno same zalety, ale te trzeba sprawdzać nad stawem i to koniecznie w towarzystwie ryb – to już może być trudne do sprawdzenia.

Podobno w przyrodzie istnieją dni łowne i puste dla wędkarzy. Są nawet kalendarze z oznaczeniem odpowiedniego czasu. Tylko nikt dotąd nie potwierdził prawdziwości tych stwierdzeń. Ryby głosu nie mają, więc się nie wypowiedziały. Trzeba by chyba siedzieć nad wodą kilka dni, żeby uprawdopodobnić dane z kalendarza.

Niemniej, nowe kołowrotki na pewno się przydadzą i po kilku mniej lub bardziej udanych porankach nad jeziorem będziemy mogli wydać własny kalendarz dla wędkarzy. Wtedy wypowiemy się nie tylko na temat naszego zakupu kołowrotków, ale także – zainteresowania rybek naszym nowym nabytkiem. Oznaczymy dokładnie dni łowne i dni puste – z pustym krzesełkiem nad wodą. Wtedy nikt nam nie zarzuci nieprawdy ani plagiatu.

A może na tych kalendarzach odzyskamy koszty poniesione na kołowrotki. Tak czy inaczej mamy sprzęt, mamy plan działania i dużo dobrych chęci. Teraz tylko uzgodnić to z przedmiotem naszego działania – czyli z rybami – i do dzieła. Będzie gorzej, jeśli ktoś rybki uprzedzi o naszym planie i w ogóle nie pokażą się w upatrzonym przez nas jeziorze. Będziemy mieli problem. Wtedy wymyślimy coś innego. Będziemy szukać innych jezior, mamy dużo czasu, dużo dobrej woli. Na pewno osiągniemy sukces łowny i edytorski. Cierpliwości kupić się nie da, trzeba ją wypracować, a zatem do dzieła.